30/04/2026
Mam jakieś zasięgi, więc dziś nie o horrorach, ale o czymś ważnym. Od około dwóch lat w Warszawie trwa akcja "U nas powstańcy nie płacą" do której przyłączają się różne restauracje i kawiarnie. O co w niej chodzi? A no o to, że jeśli do takiego lokalu przyjdzie uczestnik Powstania Warszawskiego może zjeść i napić się za darmo. To taka mała pomoc i wdzięczność. Bo państwo ma ich w dupie. Jako weterani otrzymują co miesiąc jakieś ochłapy (dopiero w zeszłym roku dostali większą, jednorazową zapomogę). Ale ja tej akcji nie reklamuję, bo ma się ona dobrze.
Piszę o niej po hejcie jaki się wylał na nią i organizatorów. Sebiksy myśląc, że są zabawne tłumnie ruszyły ją bojkotować w internecie. Śmiechom w komentarzach nie było końca. "Niech zaproszą jeszcze powstańców styczniowych" napisał Sebastian uśmiechając się na twarzy niezmąconej myśleniem. "Już widzę jak powstańcy biegną po burgera" odparł Wojtek o aparycji wujasa z wesela. "Żerowanie na Powstańcach i darmowa reklama dla lokalu" wyraził swe zdanie ten inteligentniejszy, choć dziś akurat nie był jego mocny dzień.
Zacznijmy od tego, że żyjących Powstańców gdy akcja się rozpoczynała było około 400. Czy to mało, czy dużo nie wiem. Wiem natomiast, że gdyby choć jeden z nich skorzystał z darmowego posiłku można by uznać akcję za udaną. Ale wiem, że Powstańcy korzystają z przedsięwzięcia częściej. Nie, nie chodzą po mieście patrząc, który lokal bierze udział. Nie przeglądają internetu w tym celu. Oni dostają informacje od organizacji, które im pomagają, a które o każdym lokalu przyłączającym się do przedsięwzięcia wiedzą. I nie, nie przychodzą sami, ani na hulajnogach. Są również przywożeni przez osoby trzecie. I tu nie chodzi nawet o darmowy posiłek, choć i ten z pewnością się przyda. To przede wszystkim możliwość wyskoczenia (zwykle w kilkuosobowej grupie) na miasto, a nie umieranie w fotelu. By poczuć, że jeszcze żyją. To możliwość założenia odświętnego munduru z medalami, spotkania się z młodymi ludźmi, opowiedzenia swojej historii. Darmowa reklama dla lokali? Być może. Ale co właściciele w zasadzie na tym zyskują? Odpowiem Wam wprost: nic.
A skąd wiem, że akcja działa? Chociażby od zaprzyjaźnionego lokalu AFERA na Szpitalnej, który akcję zainicjował. Do tego zacnego miejsca Powstańcy wpadają regularnie. Na urodziny, wspólne święta. I wszyscy dobrze się bawią, zarówno Goście jak i właściciele.
Mam nadzieję, że tym postem uświadomiłem Wam, że czasem zanim się coś napisze może warto pomyśleć. A jeśli to Tobie zdarzyło się wylać wiadro gówna (albo chociażby kieliszek) na akcję nic straconego. Popraw sobie samopoczucie, zrób coś dobrego i wpłać 2 dychy na fundację pomagającą Powstańcom.
Na zdjęciu Irena Krajewska ps. Lala, Zbigniew Daaba ps. Kapiszon, oraz Halina Rogozińska ps. Mała (zdjęcie pochodzi z profilu BohaterON) w Aferze na Szpitalnej świętując urodziny (polecam ten lokal, pyszne domowe jedzenie i najlepsza nalewka miętowa jaką piłem!).