14/08/2026
Miałam nie udostępniać postów innych niż moje Barmańskie.
Jednakże tu zrobię wyjątek.
Na szczęście u mnie są normalne słomki 😍🤩
Podejrzewam, że to wymysł samego szatana lub człowieka, który chciał ukarać całą ludzkość.
Z kimś kto wymyślił papierowe słomki, chciałbym kiedyś spokojnie porozmawiać.
Najlepiej przez papierowy telefon.
To jeden z tych wynalazków, który świetnie wygląda na prezentacji dla Ekozjebów, a potem w rzeczywistością okazuje się, że nie za bardzo zdaje egzamin.
Dostajesz zimną colę z lodem i cytrynką.
Napój idealny. Idealny, dopóki Pan Kelner nie zapoda Ci słomki. Papierowej.
No ale dobrze, dajesz szansę.
Pierwszy łyk, jeszcze działa.
Drugi, zaczynasz czuć nuty celulozy.
Trzeci, napój ma już delikatny aromat kartonu po telewizorze.
A po dziesięciu minutach końcówka słomki wygląda, jakby przeżuł ją bernardyn.
Rozbebłana, miękka, rozwarstwiona.
Jeszcze chwila i zamiast pić colę, zaczniesz wyławiać z niej konfetti.
Najlepsze są koktajle, dostajesz drinka za 35 zł, barman dobiera alkohol, syrop, owoce, lód i dekoracje. Robi to w stu procentowym skupieniu, szkolił się latami, mówi Ci, że jutro ma kolejny, dwudziesty drugi kurs w tym miesiącu. Kompozycja smakowa dopracowana jak menu w restauracji z gwiazdką Michelin.
I na końcu wsadza do tego kartonowy rulon po papierze toaletowym. Smacznego.
Ale papierowe słomki mają godnego konkurenta, drewniane sztućce. O k***a.
Tutaj ekologia weszła na wyższy poziom.
Możesz dostać najlepsze jedzenie świata.
Wołowina Wagyu, trufle, homar lub coś innego co tylko sobie wymyślisz.
Potrawę przygotowywaną przez szefa kuchni przez 14 godzin.
A potem wystarczy, że weźmiesz drewniany widelec i… wszystko smakuje jak Castorama, alejka numer 17, drewno konstrukcyjne.
Nie jesz już obiadu. Jesz tartak.
Widelec dotyka języka i natychmiast czujesz sos, mięso, przyprawy i odrobinę sosny impregnowanej, a jak pożujesz dłużej to pojawia się nawet smak lakierobejcy.
A drewniana łyżeczka do lodów? Cudowna.
Lody pistacjowe za 12 zł gałka, a w ustach posmak patyczka po badaniu gardła u lekarza.
I żeby było jasne, jestem za ekologią.
Naprawdę.
Nie spuszczam oleju silnikowego do Bałtyku.
Ale czy naprawdę jedyną drogą do uratowania planety jest sprawienie, żeby każdy posiłek smakował meblościanką?
Najbardziej absurdalne jest to, że czasem dostajesz papierową słomkę… w plastikowym kubku z plastikową pokrywką.
W plastikowej torbie.
Ale słomka? No k***a, papierowa.
I planeta mówi… Dzięki, stary. Było blisko.
Mam więc prostą propozycję.
Jeżeli mamy ratować Ziemię, jestem za, tylko może wymyślmy rozwiązanie, które nie rozpuszcza się szybciej niż moje postanowienia noworoczne.
Bo papierowa słomka po piętnastu minutach przestaje być słomką tylko staje się składnikiem napoju, a drewniany widelec sprawia, że nawet najlepszy obiad smakuje tak, jakby kucharz doprawił go trocinami od mojego chomika, który zdechł jakieś 19 lat temu.
Ekologia ekologią, ale k***a… ja chciałem wypić colę, a nie pudełko po niej.
Dziękuję za każdy komentarz i obserwacje! ❤️
Nie zapomnij udostępnić mojego tekstu! 👋🏻
Współpraca: [email protected]