19/08/2026
KILKA SŁÓW PO OLSZTYN GREEN FESTIVAL
Długo zastanawiałyśmy się, czy w ogóle pisać ten post, ale widziałyśmy dyskusję, która toczy się w mediach i chciałybyśmy wyjaśnić kilka kwestii, które zostały różnie zrozumiane.
Nie chcemy być łączone z tymi, którzy narzekają na festiwal.
Nie jesteśmy przeciwko Olsztyn Green Festival. Wręcz przeciwnie — cieszymy się, że nasze miasto przyciąga ludzi, że coś się w nim dzieje i że Olsztyn może być gospodarzem dużych wydarzeń, ale jesteśmy też osobami, które przez całe lato pracują na miejskiej plaży i współtworzą jej codzienne życie.
Za każdym sezonem stoją miesiące przygotowań, inwestycje, zatrudnieni ludzie, czynsz, podatki, rachunki i ogromna zależność od pogody. A nad jeziorem sezon jest naprawdę krótki.
Lipiec i sierpień to dla nas kulminacja całego roku pracy — czas, kiedy musimy wykorzystać możliwości, jakie daje nam krótki sezon na plaży.
I chcemy podkreślić jedną rzecz: nie chodzi nam o maksymalizowanie zysków ani o wykorzystywanie festiwalowego czasu do dodatkowego zarobku. Chodzi o skalę ograniczeń, jakie organizacja tak dużego wydarzenia oznacza dla miejsc funkcjonujących na tej plaży, nie tylko dla nas, ale wszystkich lokali i punktów usługowych.
W tym roku plaża była zamknięta dla mieszkańców od 12 do 17 sierpnia włącznie. Jednak już od 5 sierpnia trwały montaże, a zakończenie demontażu zaplanowano dopiero na 19 sierpnia wieczorem. W tym okresie ograniczona jest również dostępność części infrastruktury, między innymi zajmowane są parkingi.
W praktyce oznacza to, że wpływ wydarzenia obejmuje nie tylko kilka jego dni, ale znaczną część jednego z najważniejszych okresów sezonu — również dni przed rozpoczęciem i po zakończeniu imprezy. Dla miejsc, które mają zaledwie dwa miesiące w roku na prowadzenie działalności w pełnym sezonie, to naprawdę dużo.
Nie mamy gwarantowanych zysków. Mamy za to odpowiedzialność za ludzi, których zatrudniamy i za miejsce, w które każdego roku wkładamy własne pieniądze, serce oraz mnóstwo pracy, żeby stworzyć atrakcyjną ofertę dla mieszkańców Olsztyna i turystów.
Dlatego tegoroczna sytuacja była dla nas tak trudna.
Od początku wiedziałyśmy, że OGF będzie potrzebował dużej przestrzeni i że jego organizacja będzie wiązała się z pewnymi ograniczeniami. Przez poprzednie lata potrafiliśmy jednak wszyscy porozumieć się z organizatorem i znaleźć rozwiązania, które pozwalały nam w miarę normalnie funkcjonować w tym czasie.
W tym roku również mogliśmy prowadzić działalność, ale z jakichś powodów nie udało się uzgodnić warunków, które pozwoliłyby nam oferować pełny zakres naszej oferty, w związku z czym dwa lokale w ogóle nie otworzyły się na czas festiwalu.
I właśnie tego nie potrafimy zrozumieć.
Co takiego zmieniło się w tym roku, że porozumienie nie było możliwe?
Tym bardziej, że podczas festiwalu organizowanego przez Wyborczą Sp. z o.o. pojawiły się zewnętrzne podmioty komercyjne spoza Olsztyna, które otrzymały możliwość sprzedaży podczas imprezy tego, na czym nam wszystkim zależało. Trudno przejść nad tym obojętnie, kiedy firmy spoza naszego miasta mogą prowadzić swobodnie działalność, a nam — lokalnym najemcom obecnym na tej plaży przez całe lato — nie udało się uzyskać podobnych warunków.
Nie chodzi o to, żeby komuś coś odbierać. Chodzi o równe zasady, możliwość rozmowy i zwykłe poczucie, że ci, którzy są tutaj na co dzień, również są brani pod uwagę.
Jesteśmy stąd.
Tu zatrudniamy ludzi.
Tu płacimy podatki i czynsz.
Tu kupujemy od lokalnych dostawców.
Tu inwestujemy.
Dlatego jeszcze przed imprezą byłyśmy u Prezydenta Miasta, próbując zwrócić uwagę na sytuację najemców i znaleźć rozwiązanie, które pozwoliłoby pogodzić interesy wszystkich stron. Niestety, nie odniosłyśmy wrażenia, że ten temat został potraktowany z należytą uwagą.
Dlatego postanowiłyśmy zabrać głos publicznie.
Bo ta sprawa dotyczy nie tylko nas.
Ta plaża jest częścią Olsztyna.
To miejsce, z którego latem korzystają tysiące mieszkańców — rodziny z dziećmi, młodzi ludzie, osoby starsze. To restauracje, wypożyczalnie, atrakcje wodne, place zabaw, przestrzeń do odpoczynku i spotkań. To wreszcie jezioro, zachody słońca i wspomnienia wielu Olsztyniaków.
Rozumiemy, że duże wydarzenie potrzebuje odpowiedniej przestrzeni. Rozumiemy też jego znaczenie dla promocji miasta.
Ale czy jego rozwój musi oznaczać, że przez znaczną część najcieplejszego miesiąca mieszkańcy mają ograniczony dostęp do jednego z najważniejszych miejsc wypoczynku w Olsztynie, a funkcjonujące tam firmy ponoszą tego konsekwencje?
Może warto w końcu zatrzymać się i zastanowić, czy OGF nie urósł już do rozmiarów, które wymagają od organizatora i Miasta zupełnie innego podejścia do otaczającej go przestrzeni.
Nie chcemy walczyć z OGF. Chcemy, żeby był częścią Olsztyna, a nie odbywał się jego kosztem.
Chcemy festiwalu. Chcemy turystów. Chcemy, żeby o naszym mieście było głośno.
Ale chcemy również, żeby pamiętano o tych, którzy są tutaj nie przez jeden festiwalowy weekend, ale przez całe lato.
O pracownikach. O rodzinach. O lokalnych firmach.
O mieszkańcach.
Nie prosimy o przywileje. Prosimy o szacunek, rozmowę i uczciwe zasady.
Wierzymy, że można zrobić świetny festiwal i jednocześnie zadbać o ludzi, którzy każdego dnia tworzą to miasto.
Bo Olsztyn jest dla nas czymś więcej niż miejscem prowadzenia biznesu.
To nasze miasto.
I chcemy, żeby było dobre dla wszystkich.