25/06/2016
Rzućcie wszystko i chodźcie jeść azerbejdżańską pachlawę :)
Wydaje mi się, że kuchnie Wschodu są “żmudnymi” kuchniami. Może to wynika z tego, że dawniej kobiety siedzialy w domu i mając czas na gotowanie i pieczenie dla swojej ukochanej rodziny, nie musialy myśleć o czasie i go oszczędzać, więc w jeden z długich popołudni gdzieś na Wschodzie jakaś grupa kobiet wpadła na pomysł pieczenia czasochłonnej bakławy dla “zabicia” czasu. Pachława (nazwa azerbejdżańska) jest rozpowszechniona na całym Bliskim Wschodzie – Azerbejdżan, Turcja, Bałkany, Grecja, nawet Żydzi z oddaniem przez wiele lat pielęgnują tradycję pieczenia tego ciasta. Oczywiście, każdy naród ma swoją interpretację pachławy. W Azerbejdżanie, jest kilka rodzajów, ja z autopsji znam dwie: bakijska i szekińska (jest robiona z mąki ryżowej). Otóź, bakijska zakłada, że wałkuje sie od 8 do 12 warstw ciasta, z których dolna i górna są grubsze od pozostałych, natomiast pozostałe warstwy muszą być bardzo cieńkie, z tego powodu polski wałek średnio nadaje się w tej sytuacji i jest potrzebny długi cienki wałek. Warstwy, rzecz jasna układa się jedna na drugą, smaruje się masłem, a pomiędzy nimi dodaje się mieszankę orzechów włoskich i cukru. Gdy już ten swoisty przekładaniec powstaje, kroi się go na romby i wypieka. I to nie jest jeszcze koniec :) Upieczone ciasto polewa się syropem, który jest mieszanką wody, cukru i miodu. Dlatego pachława jest bardzo bardzo słodka. A ponieważ Polacy jednak do takiej słodkości nie są przyzwyczajeni, więc nasz Maga, szef kuchni restauracji Kaspijski RestoBar dostosował poziom słodkości pachławy do przyzwyczajeń smakowych Polaków. I tu już jest koniec mojej opowieści o pachławie. Jedynie co jeszcze pozostaje, zaprosić Państwo do spróbowania azerbejdżańskiej pachławy na Dietla 46 :)