28/08/2026
Pies i dziecko – mit „najlepszego przyjaciela” i o tym, jak sprawić, by ta relacja była bezpieczna i komfortowa dla obu stron
O niezwykłej przyjaźni łączącej psa i dziecko powstało mnóstwo filmów i książek.
Wizja bohaterskiego Lampo, wiernej i mądrej Belli towarzyszącej Sebastianowi, czy Lassie przemierzającej setki kilometrów, by wrócić do ukochanego małego właściciela, a także wiele innych, pięknych historii, ukształtowały w świadomości ludzi nieprzystający do rzeczywistości obraz psa, jako istoty kierującej się uczuciami niekoniecznie bliskimi ich osobowości, takimi jak altruizm, czysta lojalność i bezwarunkowa miłość do człowieka, zwłaszcza zaś do dzieci, pozbawiona przyziemnych pobudek, takich jak choćby zaspokajanie własnych potrzeb.
Ten sielankowy obraz, wmówiony nam przez popkulturę, prowadzi do szkodliwej antropomorfizacji i bambinizmu i w szczególny sposób odbija się na relacjach psów z najmłodszymi członkami rodziny.
Bo jaki wizerunek wyłania nam się z tych historii? Widzimy w psie nie zwierzę, które przede wszystkim dąży do zaspokojenia swoich potrzeb, wymagające konsekwentnego prowadzenia i zapewnienia mu jego miejsca w skomplikowanej strukturze, jaką jest rodzina, lecz wyidealizowaną istotę, napędzaną altruizmem, empatią, lojalnością i instynktem opiekuńczym w stosunku do dzieci, jak Nana z Piotrusia Pana czy Bailey i jego późniejsze, liczne wcielenia z "Był sobie pies".
Wszystkie te psy są cierpliwe, wierne i skupione wyłącznie na sprawianiu radości swoim małym opiekunom. Znoszą cierpliwie szarpanie, tarmoszenie, zabawy w przebieranki, uwielbiają być przytulane, kiedy tylko mały właściciel płacze czy ma gorszy dzień.
Czy tutaj nie zapaliła się Wam czerwona lampka?
Dziecko jest przedstawiane jako właściciel, opiekun psa, od którego z kolei oczekuje się bezwzględnej wierności i zaangażowania w każdej sekundzie.
Kilkulatek, który nie jest w stanie zająć się sam sobą, bo jest na to zbyt niedojrzały, jest jednocześnie opiekunem tak wymagającego zwierzęcia, jak pies.
W dodatku relacja ta jest bardzo jednostronna, bo co ona niby daje psu? W idealnym świecie popkultury oczywiście daje mu spełnienie, w końcu wmawia się nam, że sensem psiego życia jest sprawianie radości jego człowiekowi.
Nakarmieni taką literacką i filmową papką, nieświadomie oczekujemy, że tak właśnie będzie wyglądała relacja naszych dzieci z czworonogiem i tu następuje poważny zgrzyt.
W poprzednim artykule pisałam, że 57% pogryzień w Polsce jest dokonywanych przez psy znane ofierze, przy czym ta liczba może być znacznie wyższa, gdyż nie wszystkie pogryzienia są zgłaszane. Największą grupę stanowią tu dzieci w wieku od 0 do 9 lat, przy czym grupa wiekowa, w której jest najwięcej pogryzień, to przedział między 5 a 9 lat, najcięższe pogryzienia, z oczywistych przyczyn, dotyczą z kolei grupy wiekowej od 0 do 4 lat.
Do tych pogryzień najczęściej dochodzi w codziennych sytuacjach, które tak naprawdę nie powinny mieć miejsca - dzieci przytulają psa, kładą się na jego posłaniu, siadają mu na grzbiecie, ciągną za uszy, czy wciskają go w ubranka dla lalek lub do wózka.
Dorośli są wtedy bardzo zaskoczeni, niejednokrotnie oburzeni - pies, największy przyjaciel dziecka, pełen altruistycznej miłości, nagle zachował się nieobliczalnie.
Czy naprawdę "nagle"? Czy wcześniej niczego im nie sygnalizował? Czy nie wspinał się mozolnie po drabinie agresji, wysyłając kolejne sygnały ostrzegawcze?
Kiedy oglądam pokazywane mi zdjęcia dzieci, które tak świetnie dogadywały się z psem, który nagle "oszalał" i zrobił się agresywny, widzę, jak wielu właścicieli nie zna swojego psa, nie zna mowy jego ciała, nie rozumie tego, co zwierzę próbuje mu zakomunikować.
Co widzę ja, kiedy patrzę na te zdjęcia? Widzę malucha, który nigdy nie powinien znaleźć się w takiej sytuacji z psem i widzę psa, przytulanego, którego pysk, pełen zębów, przymusem styka się z twarzą dziecka.
Widzę jak ten pies sygnalizuje, że jest to sytuacja niekomfortowa: zieje, łypie w charakterystyczny sposób (tzw. whale eye), kuli się i próbuje odsuwać, szukając pomocy u dorosłego opiekuna, zajętego robieniem fotki.
Widzę dziecko rozparte na psim legowisku i psa, który wygięty w łuk niemal krzyczy swoją postawą, że jest to sytuacja bardzo dla niego opresyjna, psa, ziewającego nerwowo, kiedy malutkie dziecko wspina się na jego grzbiet czy dłubie w jego misce lub zabiera zabawki.
Owszem psy oczywiście rozróżniają dzieci od dorosłych i potrafią mieć nawet jakiś rodzaj instynktu opiekuńczego, zwłaszcza niektóre rasy psów pasterskich, mogą tolerować pewne zachowania, ale to nie znaczy, że je lubią i że są dla nich przyjemne.
Co gorsza, popkultura napędza mody na konkretne rasy, kupowane potem bezrefleksyjnie, w oczekiwaniu na to, że zwierzaki będą takie jak w filmie.
Po premierze aktorskiej wersji "101 dalmatyńczyków" zapanowała moda na tę dosyć trudną i reaktywną rasę, a potem psy lądowały w schroniskach, bo okazywało się, że nie są tak śmieszne i słodkie jak w filmie.
Po filmie "Maska" modne stały się Jack Russell Terriery, bo piesek w tym filmie był uroczy i zabawny. W rezultacie właściciele dostawali twardego, myśliwskiego psa, o upartym charakterze, którego nie potrafili wychować.
Moda na pirenejskie psy pasterskie czy bernardyny, również była destrukcyjna.
Owszem, te wielkie psy są dosyć cierpliwe, ale nawet one nie znoszą być traktowane jak żywe zabawki.
Filmy typu "Bella i Sebastian" pokazują jak dziecko, pozbawione opieki dorosłego, tylko z pomocą czujnego i wiernego psa, pokonuje spore dystanse w trudnych warunkach i wychodzi cało z niebezpiecznych przygód. To tylko film, a jednak podprogowo sączy niebezpieczny mit o tym, że pies może zastąpić rodzica, że zawsze zadba o bezpieczeństwo dziecka, przez co wielu dorosłych podświadomie czuje się zwolnionych z obowiązku pełnej kontroli.
Przekaz serwowany nam przez filmy i książki zupełnie pomija strefę komfortu psa, a nawet zakłóca realistyczny odbiór jego mowy ciała.
Psy w filmach robią "ludzkie" miny, mają ludzkie reakcje. Nic dziwnego, że później właściciel uznaje, iż rozdziawiony psi pysk zawsze oznacza szeroki uśmiech i przejaw radości.
Jeżeli chcemy, żeby życie z psem układało się gładko i bezpiecznie, zwłaszcza dla najmłodszych, musimy przestrzegać określonych zasad i uczyć ich dzieci.
Po pierwsze, większość psów nie znosi uścisków za szyję i przytulania, nie lubi kiedy zabiera mu się jego zabawki czy inne zasoby, w tym np. posłanie. Nie lubi też kiedy przysuwa się twarz do jego pyska.
Po drugie pies nie jest żywą lalką - przebieranie go w fatałaszki, wożenie w wózku, zmuszanie do chodzenia na dwóch łapach i inne tego typu zabawy, nie sprawiają mu radości, przeciwnie, budzą dyskomfort, co prowadzi do wybuchu agresji.
Po trzecie nie można po prostu zostawić dziecka z psem bez nadzoru i wyjść sobie do innego pomieszczenia, w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, prawdziwy pies to nie Nana czy Bailey, może dojść do sytuacji, która będzie dla dziecka niebezpieczna.
Po czwarte: szczeniak, to nie tylko urocza kuleczka, to drobne, kłujące ząbki, ostre pazurki i spory temperament, więc nie dziwmy się, że nie chce wyłącznie leżeć na kolanach dziecka, z kokardą na szyi, ale będzie skakał, drapał, podgryzał i niszczył zabawki.
Po piąte, nie przenośmy odpowiedzialności na zwierzę, to właściciel ma obowiązek wychowania swojego psa, ale też dbania o to, by młodsi domownicy nie naruszali przestrzeni osobistej i komfortu zwierzęcia.
Żeby jednak dołożyć łyżkę miodu do tej beczki dziegciu, dodam, że to nie oznacza, że przyjaźń dziecka z psem jest niemożliwa i że nie istnieje. To może być piękne, wzajemne uczucie, ale pod warunkiem, że dorośli rozważnie pokierują tą relacją, że nauczą się rozumienia mowy ciała swojego psa, że zrozumieją jakie ma potrzeby i zapewnią bezpieczne kontakty między maluchem a czworonogiem. Trzeba tylko zapomnieć o fałszywych stereotypach, że pies ma w naturze miłość i cierpliwość do dzieci, a jego powołaniem jest sprawiać radość człowiekowi. Trzeba szanować odrębność i potrzeby żywej, czującej istoty innego niż nasz gatunku.
Jeśli podejdziemy mądrze do układów między dzieckiem a psem, to cóż - pozostając w klimacie filmowym - to może być początek pięknej przyjaźni.