20/03/2026
AI codziennie wypluwa tysiące wytworów muzycznych do sieci. Tymczasem my żeby nagrać te 11 piosenek na nową płytę musimy przejechać setki kilometrów, przerzucić tony sprzętu, zmierzyć się z wieloma wyzwaniami. Pomińmy już pracę nad bazą, czyli formowanie umiejętności muzycznych, co nigdy się tak naprawdę nie kończy. Piosenka w MKL zanim zostanie nagrana przechodzi długą drogę. Bierze się z luźnej domowej brzdąkaniny, potem opracowujemy temat na próbach. W międzyczasie próbuję napisać tekst, co czasem zajmuje kilka miesięcy, bo czasem myśl musi dojrzeć, coś trzeba przeżyć, czasem na jedno zdanie czekam kilka lat. Gdy już nam się zbierze kilkanaście takich piosenek, szykujemy się do studia, gramy próby, zbieramy pieniądze. Gdy już mamy szkielet płyty, trwają dogrywki, szukanie pomysłów, nagrywanie wokali, wyjazdy do Oli, mierzenie się z własna niedoskonałością, sprzętem. Potem miksy, nadawanie ostatecznego brzmienia płycie, układanie kolejności utworów, szukanie pomysłu na okładkę. Wszystkiemu towarzyszą dyskusje, wymiana poglądów, czasem sprzecznych. W naszym przypadku od wejścia do studia do wydania albumu mija około dwóch, trzech lat.
Czasami czuję, że jesteśmy jak jaskiniowcy wobec świata, który prosi ejaj, by wygenerowała mu bębny w stylu takim i bas w innym. Jednocześnie nie wyobrażam sobie drogi na skróty, pomijania etapów, bo to jest cały fan i radość z robienia muzyki, te wyzwania, drobne zwycięstwa, małe porażki, to nas zmienia i wzbogaca, to jest przygoda. Być może dla słuchacza nie ma to żadnego znaczenia, ale ja lubię eksplorację, lubię czuć, że za dźwiękami stoi człowiek, jego życie, jego opowieść. Jeśli ludzie dadzą sobie odebrać granie i robienie muzyki, jeśli ona przestanie być czymś więziotwórczym, to dużo stracą. Moja intuicja podpowiada mi, że trzeba iść w innym kierunku niż biznes, że jeszcze więcej organiczności, realu, potu, uścisków dłoni, wspólnego klaskania jest potrzebnych.
Dlatego tak bardzo podobała mi się piwniczna, akustyczna sesja nagraniowa u Jaśka Hermana, bo nie było tam żadnego komputera, tylko troje ludzi grających na tym, co jest. Stamtąd zdjęcie.