Bar Gierczyce 1910

Bar Gierczyce 1910 W 1910 mój pradziadek buduje bar w Gierczycach, który przetrwał wielkie dwie zawieruchy światowe z ulgą przyjął śmierć Józefa i teraz czeka na !! Bar

Kolczyk w językuNa początku była niezręczność.Nasi wspólni znajomi zaprosili nas na wakacje, nie wspominając o pewnym ma...
07/07/2026

Kolczyk w języku

Na początku była niezręczność.

Nasi wspólni znajomi zaprosili nas na wakacje, nie wspominając o pewnym małym fakcie dotyczącym pokoju hotelowego z pięknym widokiem na jezioro i lasy.

Pamiętam jej złość, kiedy okazało się, że mamy zamieszkać razem. Stanowczo odmówiła. Ja z kolei poczułem się tym urażony. Odebrałem to tak, jakby z góry zakładała, że taka sytuacja jest jednoznaczna i musi do czegoś doprowadzić.
Ostatecznie mój bunt przeciwko takiemu myśleniu okazał się naiwnym buntem nastoletniego czterdziestolatka wobec kobiety, która znała życie lepiej.

Byłem tak zły, że już chciałem przenieść się do pokoju znajomych albo na pole namiotowe, a w ostateczności nawet spać na plaży. Tak, żeby nie robić więcej kłopotów naszym darczyńcom. Ale oni rozładowali sytuację, śmiejąc się z nas obojga w trakcie pierwszego wspólnego obiadu.

Przez kilka pierwszych dni trzymałem dystans. Po prostu spędzaliśmy czas razem. Chodziliśmy na plażę, spacerowaliśmy, rozmawialiśmy. Właściwie funkcjonowaliśmy bardziej jako czwórka znajomych niż dwoje ludzi zmierzających ku sobie.
Nie było wielkiego pośpiechu ani szczególnych oczekiwań.

Zmieniło się to dopiero wtedy, gdy któregoś dnia oznajmiła mi, że mam zabrać ją na przejażdżkę rowerem wodnym po jeziorze.
Zaskoczyła mnie.
To, jak nagle, tak ad hoc, postanowiła skrócić dystans, który sama wcześniej wyznaczyła.

Pewnie pomogła też specyfika wakacyjnego wyjazdu. Taki wyjazd ma własną dynamikę. Ludzie spędzają ze sobą więcej czasu, szybciej się poznają, a zegar tyka jakby szybciej, bo wiadomo, że jest jakiś koniec. Jakiś deadline.
Ale mimo wszystko nie było między nami żadnego gwałtownego pędu.

Wszystko zaczęło się dopiero wtedy, gdy nasi znajomi musieli wyjechać parę dni wcześniej, oddając nam do dyspozycji swój większy pokój — właściwie mały apartament.

Teraz dotarło do mnie, że kiedy dostaliśmy klucze do drugiego pokoju, a wraz z nimi możliwość odzyskania osobności, potrzeba tej osobności w ogóle nie przyszła nam do głowy.
Mam wrażenie, że właśnie wtedy coś się zmieniło, choć po latach nie pamiętam już wszystkich szczegółów. Wydaje mi się, że jeszcze wcześniej, w tym naszym „pokoju niezgody”, granica intymności przesunęła się po cichu.
Gdy z jej ust padła komenda:

— Przysuwamy łóżka.

Tak zabawnie potem się rozjeżdżały, że było w tym więcej śmiechu niż czegokolwiek innego.
Wspólny śmiech zbliża. Kiedy ktoś wybucha przy tobie perlistym, dzikim śmiechem, jakoś łatwiej mu zaufać. Łatwiej też wybaczyć to, co na początku uraziło.

Dopiero w tym apartamencie, który bardzo jej się spodobał, nasza historia zaczęła się naprawdę rozkręcać.

________________________________________

Pocałowaliśmy się tam pierwszy raz naprawdę namiętnie.
Nagle odepchnęła mnie gwałtownie i spytała:
— Co to było? Co ty masz na języku?
— Nic… kolczyk — odpowiedziałem.
— Wyjmij go — zażądała.
Zgodziłem się.
Nie chciałem, żeby czuła się niekomfortowo. Najważniejszy jest przecież komfort drugiej osoby.

W sumie, przy jej podejściu do bliskości, niewiele by to zmieniło. To było zresztą zadziwiające. Z jednej strony bardzo niewiele się działo. Pozwalała na kompletne minimum. Ale paradoksalnie było w tym mnóstwo jakiejś namiętności.

Dawała tak wiele, nie dając prawie nic.
Jej namiętność zaczynała się i kończyła na jej obecności.
Było mi z nią cudownie dobrze. Była moją pierwszą kobietą po rozstaniu z żoną. Pierwszą po dwóch latach. Jakby na nowo odkrywanym kontynentem kobiecości i czułości — może odrobinę surowym, ale niezwykle pięknym.

Była bezsprzecznie piękna. Niesamowicie zgrabna. Kobiecy ideał, w którego bliskość nigdy nie wierzyłem, a wtedy za jej sprawą wyciągnąłem po niego ręce.

Była jeszcze jedna rzecz, która mnie zadziwiała, a później zaczęła zastanawiać. Przyznawała, że lubi bliskość i twierdziła, że zawsze osiąga pełną satysfakcję — i to bardzo szybko. To też było dziwne uczucie, kiedy zawsze kończyła pierwsza.

Czasami do końca jej nie wierzyłem. Zastanawiałem się, czy to możliwe, żeby aż tak szybko i za każdym razem. Czy nie było to przypadkiem jej sposobem na ukrycie tego, że tak naprawdę nie lubi bliskości i chce, żeby wszystko skończyło się jak najszybciej.

Ale było dobrze.
Bardzo dobrze.
Najbardziej zadziwiające było chyba to, że w tym absolutnym minimum było mi aż tak dobrze.

Piękna była. Piękne ciało. Tylko ta głowa była naprawdę mocno pokręcona.

Po latach myślę, że to pierwsze:
— Wyjmij go.
było czymś więcej niż prośbą o zdjęcie małej ozdoby. Było pierwszym żądaniem. Pierwszym sprawdzeniem, czy się cofnę, czy ustąpię, czy zrobię miejsce dla jej komfortu kosztem czegoś własnego.

Potem pojawiały się następne żądania. Coraz odważniej dotykające już nie ukrytej ozdoby, ale czegoś dużo ważniejszego.

________________________________________

A sam kolczyk raczej nie mógł skrzywdzić.
To taki malutki dodatek, którego można nawet nie zauważyć. A kiedy delikatnie płynie po kręgosłupie, jest naprawdę przyjemny. Takie budzące się do życia mrowienie, rozchodzące się po ciele ciepłymi żyłeczkami prądu.

Nic, co mogłoby skrzywdzić.
A może być malutkim języczkiem u wagi.
Tym drobiazgiem, który czasami przechyla szalę przyjemności ponad skalę.
A jednak go wyjąłem.

Ciągle dobrze pamiętam ten dźwięk.
Wykręcałem go w hotelowej łazience. Metalowa kuleczka wypadła mi z drżących, mokrych palców i z głośnym jękiem uderzyła o zlew.
Język zarasta bardzo szybko, więc później już go nie założyłem.
I tak od ośmiu lat żyję bez czegoś może nie do końca rozsądnego, ale mojego. Czegoś, z czego zrezygnowałem nie dla siebie, tylko dla kogoś.

Coraz częściej wracam do tej myśli.
Teraz, kiedy kończę pracę i zamykam pewien etap życia, zastanawiam się, czy znowu nie przekłuć sobie języka.

Lubiłem ten kolczyk.
Był takim małym szaleństwem, na które kiedyś sobie pozwoliłem. Czymś delikatnym, małym, nierzucającym wyzwania światu. Czymś, czego nie było widać na pierwszy rzut oka.

Czymś tylko moim.
________________________________________

koniec

Adres

Gierczyce 52
Gierczyce
32744

Telefon

+48146127384

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Bar Gierczyce 1910 umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria