21/05/2021
Kiedy w ciszy otwieramy oczy, rozglądamy się i słyszymy.
Cisza jest teraźniejszością.
Występuje między tym co było, a tym co ma nadejść.
Coś w tym się zatrzymuje:
odbiór z zewnątrz,
przepływ myśli,
wewnętrzny dialog,
niepokój o to, co będzie dalej do zrobienia,
uwalniamy to z przestrzeni ciszy.
Tworząc go ze zwierząt i drzew, a nawet najmniejszego niepozornego kwiatu.
Ale bez dźwięku w obfitości ciszy.
Tak, wielka cisza jest na swój sposób potężna i głośna.
Czasami mówimy, że Bóg się wycofał, a potem mówimy o Bożym milczeniu.
Czy słowo może brzmieć potężniej niż ta cisza?
A czy milczenie nie jest czasem jaśniejszą wzniosłą, właściwą odpowiedzią nawet wśród ludzi?
Ciszę można zagłuszyć, ale tylko na jakiś czas.
Czeka na nas, czasami bardzo długo.
Nie możemy uciec od tego na dłuższą metę.
Wycofując się z tej przestrzeni,
otwiera się na inne rzeczy i rozszerza.
Ponieważ ciszą łączy.
Łączy nas najpierw z samym sobą.
Nagle słyszymy:
szelest naszej krwi,
bicie serca,
błaganie naszych płuc,
zawodzenie naszej wątroby lub naszych jelit,
odczuwamy pragnienie zjednoczenia jako zbiorowe oczekiwanie,
słyszymy dźwięk każdego
jak wielką symfonię i słuchamy jej ze zdumieniem i oddaniem.
Co brzmi głębiej i pełniej niż ta wielka symfonia?
Jak mogliśmy kiedykolwiek się nią znudzić?
Ale potem pokój ciszy otwiera się jeszcze bardziej i słyszymy naszym Sercem.
Prowadzi nas daleko poza granice naszego ciała, do wszystkich, z którymi jesteśmy połączeni przez naszą duszę.
Wciąż są w nim u siebie, pozostają obecni, coś nam mówią, proszą o coś.
Coś nam dają patrzą na nas i czekają na nas, są jednocześnie blisko i daleko.
W jej obecności nasze Serce przemawia wieloma głosami, jak polifoniczny chór.
Ale niektóre z tych głosów nie są jeszcze w harmonii, nie można jeszcze znaleźć czystej cyny.
Jeśli posłuchamy również tych głosów, po chwili mogą one stać się jasne i wyraźne, ponieważ wspaniała piosenka kończy się tylko słuchaniem każdego indywidualnego głosu.
Niepublikowana cisza właściwe powiedzenie łączy się bezpośrednio z czymś, co jest rozpoznawane jako rzeczywiste, skuteczne i prawdziwe, a my milczymy w obliczu mówienia.
Jeśli ktoś do nas przemówi, będziemy tęsknić za jego usłyszeniem i poprowadzeniem go.
Jest to dostęp poza słowem do czegoś, co można nazwać słowem, ale nie można go uchwycić i zrozumieć.
To drugie jest niewyrażalne, ale wzbudza się w tym, co się mówi, w ruchu, który sam nie jest nazwany.
Ale poza tym, co zostało powiedziane, jest to doświadczane i odczuwane jako deutyczne i dotykające nas w naszej najgłębszej istocie.
Większa część tego, co zostało powiedziane, to zatem to, co nie zostało powiedziane, czego nie można nazwać, co jest skuteczne tylko w wyrażeniu zgody, zanim będzie można je ostatecznie uchwycić i udostępnić. zrozumieć, milczeć.
Jego słowa docierają do nas tylko wtedy, gdy milczymy.
Tylko w ciszy możemy je zrozumieć. I tylko wtedy, gdy najpierw milczymy, możemy odpowiedzieć na jego słowa.
Ale możemy słyszeć i rozmawiać tylko wtedy, gdy milczymy.
Cisza wcale nie jest pusta.
Jest pełen słów, które słyszymy i pełnych słów, które wypowiemy.
Ale milczymy też wtedy, gdy zamykamy się na to, co ktoś mówi, kiedy nie pozwalamy mu przeszkadzać nam słowami i myślami. Im bardziej to, co nie zostało powiedziane, rezonuje w tym, co zostało powiedziane, a jednocześnie wolno pozostań spokojny, nietknięty, ukryty, tym bardziej imponujące, to, co się mówi, jest gęstsze i potężniejsze.
Takie mówienie unika ciekawości, kontynuacji, dokładności, argumentów
W przeciwnym razie, z obfitości tego, co nie zostało powiedziane tym, co zostało powiedziane, pozostaje tylko to, co pozostaje z uchem, oderwane od tego, co wcześniej dotknęliśmy, wzbogaciło, zebrało i umożliwiło nam kreatywność. zaprzecza nam lub narzuca nam coś lub zdobyw władzę nad nami.
Wtedy cisza staje się odpowiedzią i mówi mocniej niż jakiekolwiek słowo.
Cisza jest również wymagana, gdy nie mamy nic do powiedzenia, gdy nie znamy odpowiedzi lub gdy temat jest zbyt obszerny, aby być lub mógł coś o nim powiedzieć.
Często rozmawiamy, ponieważ nie możemy znieść ciszy, na przykład w obliczu bólu i żalu lub poważnej choroby.
Następnie staramy się zasmucić drugą osobę, często pustymi słowami, lub dawać mu fałszywe nadzieje, zamiast być blisko niego w ciszy i może po prostu ściskając mu dłoń.
Ale milczymy także w obliczu czegoś prostego, na przykład wspaniałej natury i wielkiej sztuki.
Przede wszystkim milczymy przed Bogiem
Bert Helligner