15/11/2016
Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu autorstwa Daniela Pattersona, który ukazał się na łamach MAD Symposium kilka miesięcy temu.
Niektóre dni czy nawet lata były trudniejsze od innych jak to w życiu raz lepiej raz gorzej, zawsze myślałem o tym jako czymś całkiem normalnym, słabości charakteru rzeczy, którą powinno się zaakceptować, wytrwać i przezwyciężyć. Nigdy nie przyszło mi na myśl sięgnięcie po lekarstwa - nie byłem jednym z tych ludzi.
Nadszedł jednak moment, w którym coś się zmieniło, zamiast odbić się od dna jak zawsze czułem się coraz gorzej i gorzej, jakby ktoś wyssał ze mnie całą energię życiową, a najprostsze nawet rozmowy pochłaniały ogromne ilość energii. Właśnie w tym momencie poczułem, że moja kreatywność umarła, mogłem żyć bez wielu rzeczy, ale nie bez niej dlatego postanowiłem umówić się na wizytę u lekarza.
Sama wizyta była trochę surrealistyczna, powiedziałem, że mam depresję i potrzebuje lekarstw. Lekarz zapytał mnie, czy mam ochotę się zabić, odparłem, że nie bo wymagałoby to zbyt dużego wysiłku. Prozac + Wellburin + mniejsze ilości kawy ot cała recepta.
To wszystko wydarzyło się jakieś dwa dni wcześniej, stale czułem na sobie fale niepewności stresu i paniki, musiałem się komuś zawierzyć. Było już późno w nocy a my razem z moim przyjacielem staliśmy w barze rozmawiając, chyba pierwszy raz w ciągu 30 lat pracy na kuchni szczerze poruszając temat depresji:
„Zacząłem brać lekarstwa jakieś 15 lat temu, na terapię od lat uczęszczam raz w tygodniu u tego samego specjalisty [...] Lekarstwa nic nie dają, jeśli nie znajdziesz kogoś z kim możesz porozmawiać” - zostałem zaskoczony jego wyznaniem.
Wyobraź sobie najgorszą rzecz, którą możesz komuś powiedzieć, teraz wyobraź sobie coś sto razy gorszego w każdej sekundzie twojego życia. Wyobraź sobie, że ten głos to ktoś, komu ufasz stop wyobraź sobie, że to Ty.
Tak właśnie było w moim przypadku każdego dnia, gotowanie było moją ucieczką - sposobem na ukrycie się. W dawnych czasach kuchnia była środowiskiem, które akceptowało lub nawet w pewnym sensie zachęcało do różnych patologii poprzez długie godziny pracy etc. Moje wysiłki w kuchni były nagradzane dzień po dniu poprzez zadowolenie moich gości, zadowolenie z siebie było silnie związane z sukcesami w pracy [...]
Moje dostarczenia z pewnością nie są odosobnienie. Wśród ludzi pracujących w gastronomii znajduje się najwyższych odsetek ludzi cierpiących na zaburzenia psychiczne oraz narażonych na depresję w USA. Stres, niskie dochody, wyczerpanie psychiczne i fizyczne oraz ciężkie warunki pracy są głównymi elementy układanki. Rozpoczynając pracę w gastronomii ludzie z pewnością nie zawsze są pozbawieni wad, jednak warunki pracy oraz łatwa dostępność do alkoholu i innych używek z pewnością nie pomaga. Nasza praca polega na troszczeniu się o innych, zbyt często jednak zapominamy zadbać o samych siebie lub trudno jest nam zwrócić się o pomoc.
Osobie chorej na raka okazujemy wyrazy współczucia z dużą łatwością, jednak słaba kondycja psychiczna ludzi z branży jest często tematem tabu, ciężko mówić o tym temacie uciekając od osądu; bo jest to traktowane jako oznaka słabości.
Im dłużej brałem lekarstwa, tym lepiej się czułem - nie zrozum mnie źle dalej mam gorsze dni, dalej mam w sobie demona jednak potrafię go obecnie zamknąć w miejscu, w którym nie może mnie dosięgnąć. Dzięki całemu procesowi stałem się bardziej cierpliwy, mniej emocjonalny oraz bardziej skupiony i wydajny. Obecnie jestem lepszym mężem, ojcem, pracownikiem oraz przyjacielem. Dalej mam swoje wady jak każdy człowiek jednak fakt, że zdecydowałem się coś z tym zrobić dał mi siłę, aby podejmować lepsze wybory życiowe [...]
Razem z moim przyjacielem rozmawialiśmy długo tego wieczoru, skupiłem się głównie na przysłuchiwaniu się z zaciekawieniem jak ktoś, kto odniósł sukces jest w stanie dość swobodnie rozmawiać na temat sekretu, który przez długi czas pozostawał w cieniu.
„Ludzie, z którymi pracujesz, nie muszą wiedzieć o tym gównie. Po prostu zatrzymaj to dla siebie”
Mój przyjaciel to jeden z najmądrzejszych osób, które znam jednak w tym nie mogę się z nim zgodzić. Myślę, że jedna z najgorszych rzeczy, którą mogę zrobić to siedzieć cicho. Przekazać mojej rodzinie oraz współpracownikom, że czas przestać udawać, że wszystko jest OK. Jeśli złamiesz kostkę nie biegasz dokoła udając, że wszystko jest ok tylko idziesz do lekarza na prześwietlenie [...]
Co jednak stanie się, jeśli publicznie przyznam się do mojej depresji, czy ludzie przystaną przychodzić do moich restauracji, przyjaciele przestaną się do mnie odzywać, ktoś z moich pracowników złoży wypowiedzenie. Mogę się mylić, ale szczerze w to wątpię. Zobaczymy co się stanie, bo nikomu z moich bliskich nie przyznałem się do tego, że planuje o tym głośno powiedzieć - wiem, jaka byłaby ich reakcja.
„Are you crazy ?”